niedziela, 14 czerwca 2015

*Nash Grier cz.7

- Już się za mną stęskniłeś?- zapytałam ze śmiechem po odebraniu. Wyprostowałam nogi przed siebie, a wolną ręką podparłam się z tyłu. Ariana nastawiła ucho przyciskając swoją głowę do mojej. Początkowo nie chciałam żeby słyszała o czym rozmawiamy, nie miałam ochoty prowokować następnej kłótni.
- Nawet nie wiesz jak bardzo- odezwał się swoim uwodzicielskim tonem. Uśmiechnęłam się do siebie i przygryzłam wargę rozpamiętując to, co Nash powiedział mi w swoim pokoju. Przez chwilę chłopak nie odzywał się wcale, a ja zaczęłam zastanawiać się czy jest jeszcze na lini - Zastanawiałem się czy masz na jutro jakieś plany...
- Hm...- zaczęłam utrzymując go w napięciu.- Czekaj... sprawdzę w kalendarzu...
   Ariana zachichotała cicho, a ja zamilkłam i odliczyłam do pięciu.
- Och... przykro mi Nash- kontynuowałam- Na jutro mam zaplanowany ból głowy.- ugryzłam się w pięść aby nie wybuchnąć śmiechem, co było niezmiernie trudne patrząc na turlającą się Arianę.
- Szkoda- parsknął śmiechem- Czyli nie znajdziesz czasu żeby wyskoczyć na plażę?
- A co z pogodą?- popatrzyłam na okno poważniejąc. Nadal padał drobny deszcz, więc stwierdziłam, że pomysł Nasha jest z lekka dziwny.
- Zapowiadają upał.
    Przygryzłam wargę podejmując decyzję. Jechać, czy raczej nie?
- Wiesz.... nie jestem pewna czy chcę się już przed tobą rozbierać.- droczyłam się z nim. Byłam w tak dobrym nastroju, że nie mogłam się powstrzymać.
- Jakoś nie przeszkadzało ci chodzenie z gołymi plecami po moim domu.
   ,,Okej Hamilton, tą rundę wygrałeś. 1:1", pomyślałam. Moje policzki płonęły od ilości emocji przewijających się przez mojej serce.
   Ariana przestała ugniatać plecami mój fioletowy dywan i powróciła do mnie.
- No nie wiem...- westchnęłam teatralnie.
- Dobra, to przyjadę jutro po ciebie o 11PM. Weź kostium.
- Ale...- chciałam coś jeszcze dodać, ale Nash rozłączył się bez pożegnania. Odrobinę zdziwniona odłożyłam iPhone'a na komódkę i zaśmiałam się- Ciekawe skąd weźmie mój adres.
- Nooo...- powiedziała Ari piskliwie i udała niewiniątko oddalając się ode mnie odrobinę - Nie mam pojęcia...
- Nie wierzę!- pokręciłam głową z udawaną złością.- Ariano Nie Wiem Jak Masz Na Drugie Lennon dałaś Grierowi mój adres?!
-Tylko nie bij!
    Wstałam z podłogi i zaczęłam gonić przyjaciółkę, która wybiegła właśnie z mojego pokoju.
- Zabiję, poćwiartuję i wrzucę do oceanu!- biegłam po schodach śmiejąc się jak wariatka.
- Ciekawe co powiesz moim starszym- krzyknęła chowając się za filarem w kuchni.- Jeżeli chcesz zdobyć popularność, to radzę inny sposób niż zabijanie.
   Rzuciłam w nią pierwszą lepszą rzeczą, która leżała mi pod ręką na grafitowym blacie. Okazało się, że była to czerwona rękawica kuchenna w białe grochy- ulubiona pomocniczka mamy. Przeleciała obok Ariany i spadła bezdźwięcznie na płytki. Zapadła cisza i jedyne co było słychać to nasze oddechy. Szczerzyłyśmy się do siebie jak idiotki rozgrzane gonitwą po schodach.
- Celność i dobór broni też radzę poćwiczyć.- powiedziała ponownie i obie wybuchnęłyśmy głośnym śmiechem.
           *          *          *
   
    Obudziły mnie odgłosy krzątaniny na dole.  Mama napewno już wstała i przygotowywała sobie śniadanie. Przetarłam oczy i przeciągnęłam się, a potem wygramoliłam się spod karmelowej pościeli w różnokolorowe lizaki - jeden z prezentów na SWEET 16, które będę miała dopiero za 6 dni.
   Pomimo, że są wakacje to i tak najbardziej lubię soboty. Może wynika to z tego, że sama urodziłam się w sobotę.
   Przeszłam przez pokój i odszukałam mojego iPhone'a aby sprawdzić która jest godzina. 9:03AM. Już miałam wygasić ekran, kiedy telefon zapiszczał informując o wiadomości. Odblokowałam go i przeczytałam zawartość smsa.
,,Punktualnie o 11AM pod Twoim domem. Pamiętaj!"
   Zaśmiałam się w głos i postanowiłam nieodpisywać. Niech Nash wie, że ze mną nie będzie łatwo!
   Odłożyła iPhone'a, związałam włosy w luźnego koka i postanowiłam zejść na dół do mamy.
   Najwyższy czas na śniadanie, powiedziałam sobie w duchu. Zbiegłam na boso po drewnianych schodach i skierowałam się do kuchni. Przez całą drogę mocowałam się z zapięciem od bransoletki, które chciało wypaść, więc nawet nie wiedziałam co mama robi w tej chwili.
- Cześć skarbie- usłyszałam niski, melodyjny głos, który był ze mną od pierwszych dni życia. Uniosłam głowę. Tata!
- O matko!- rzuciłam mu się w objęcia- Tak dawno cię nie widziałam!
   Tata przytulił mnie mocniej i pogłaskał po włosach. Przez prawie miesiąc przebywał w Nowym Jorku, na drugim końcu Ameryki, gdzie reklamował nowy projekt opakowań. Może to wydawać się śmieszne, ale jest rewelacyjny w tym co robi. Jego obrazki dla Lucky Charms są małymi dziełami sztuki.
   Usiedliśmy przy stole w jadalni, która znajdowała się tuż obok kuchni.
- Przywiozłem ci coś- powiedział wyciągając spod stołu najnowsze opakowanie płatek śniadaniowych oraz średniej wielkości prostokątne pudełko owinięte w żółty papier z czerwoną wstążką po środku. Uśmiechnęłam się zaskoczona, a tata ruchem głowy zachęcił mnie do otworzenia.
- Płatki w tych opakowaniach trafią wszystkich do sklepów dopiero we wrześniu, więc pomyślałem, że to ty powinnaś zobaczyć, je jako pierwsza. A co do tego- wskazał na prezent w moich rękach- to już sama musisz stwierdzić czy ci się podoba.
   Uroniłam jedną malutką łzę ciesząc się niezmiernie z powrotu taty. Uchyliłam wreszcie wieczko pudełka i ujrzałam trylogię Igrzysk śmierci, wszystkie cztery części Rywalek (nawet z najnowszą Następczynią) i jeszcze małe pudełeczko powleczone granatowym welurem.
- Tata to za dużo- zaśmiałam się przez łzy i wstałam z krzesła, aby przytulić staruszka.
- Oj przestań, wiem że miałaś kupić te książki, więc postanowiłem zrobić ci niespodziankę.- uśmiechnął się do mnie promiennie- Otwórz jeszcze to drugie pudełeczko.
   Wróciłam na swoje miejsce i pociągnęłam nosem. Wykonałam polecenie, a chwilę później ukazał mi się złoty naszyjnik z literką ,,K" błyszczącą w świetle dnia. Moje oczy ponownie zaszły mgłą.
- Dziękuję ci tatusiu- powiedziałam łamiącym się głosem głaszcząc literkę koniuszkiem palca.- Jest prześliczny...
- Założyć ci?- zapytał i wstał od stołu nie czekając na moją odpowiedź.
- Oj...- jęknęłam- Nie chcę go zniszczyć. Wybieram się dziś na plażę.
- Spokojna głowa Kasiu- zaśmiał się tata wypowiadając charakterystyczne dla niego słowa. Zawsze mówi tą kwestię, kiedy mam jakieś wątpliwości.- Naszyjnik jest nierdzewny.
   Uśmiechnęłam się ponownie.
   Właśnie tego mi brakowało. Optymizmu, nadmiernej wiary we wszystko i wesołego spojrzenia ciemnogranatowych oczu taty, które przyozdobione zostały przez lata małymi zmarszczkami w kącikach od mróżenia ich podczas dopracowywania detali. Nawet nie byłam świadoma jak bardzo się za nim stęskniłam.
   Tata zapiął złotą ozdóbkę na mojej szyi i oddalił się do salonu z kubkiem czarnej kawy w ręce, ponieważ jak sam stwierdził: ma teraz dwa tygodnie urlopu i należy mu się relaks. Ja natomiast chwyciłam mleko, miskę oraz płatki od taty i już po chwili rozkoszowałam się mieszanką chrupek i kolorowych pianek.

          *           *          *
Przeglądałam się w lustrze oceniając po raz kolejny mój nowy kostium kąpielowy i nie byłam pewna czy na pewno dobrze się prezentuje. Minuty mijały coraz szybciej zbliżając się do 11AM, a ja miałam coraz mniejszą ochotę na plażę. Westchnęłam ciężko i wsunęłam przez głowę prześwitującą żółtą tunikę bez rękawów idealnie dobraną do kostiumu. Sprzedawczyni stwierdziła, że tego typu narzutki w neonowych kolorach są hitem sezonu i świetnie nadają się na plażę, więc postanowiłam kupić. Założyłam do tego turkusowe szorty. Gdyby nie prześwitujący materiał wyglądałabym jakbym wcale ich nie włożyła, ponieważ koszulka sięgała mi prawie do kolan Odeszłam od lustra i podniosłam łososiową torbę ze słomianymi wstawkami, którą rzuciłam na podłogę po wyciągnięciu z szafy. Usłyszałam serię stuknięć paznokci o mleczną szybę moich drzwi. Mama zawsze w ten sposób informuje mnie, że przyszła i czeka żebym ją wpuściła. Mruknęłam pozwolenie na tyle głośno aby usłyszała, a mama wsunęła tylko głowę do środka.
 - Wychodzisz niedługo?
 -Mhm...- kiwnęłam głową i włożyłam przeciwsłoneczne lenonki do torby- Ja jadę do sklepu, a tata siedzi w salonie. Baw się dobrze.
  - Dziękuję- odstawiłam na biurko mgiełkę Playboya, którą się właśnie spryskałam, podeszłam do drzwi i cmoknęłam mamę w policzek, po czym wróciłam do torby. Wpakowałam do niej jeszcze fioletowy ręcznik, krem z filtrem UV, wodę oraz kapelusz. Zostało mi 16 minut do opuszczenia domu. Postawiłam zapakowaną torbę na krześle przy biurku i zaczęłam czytać pierwszą część Igrzysk śmierci dla zabicia czasu. Tak zatraciłam się w lekturze, że nawet nie usłyszałam dzwonka. Dopiero głos taty informujący o gościu oderwał mnie od książki.
 - Już idę!- krzyknęłam. Chwyciłam pospiesznie wszystkie potrzebne rzeczy i zbiegłam po schodach. Nash i tata stali w przedpokoju rozmawiając o czymś, i chociaż brunet wydawał się być speszony, jego uśmiech z sekundy na sekundę stawał się szerszy. 
- Cześć- przywitałam się z Nashem wymijając tatę w drzwiach. Niebiesko-czerwone japonki miałam już na nogach, więc nie traciłam kolejnych kilku minut, które dla Nasha mogły być niezręczne. Nigdy nie wiadomo do czego zdolni są ojcowie. Jak powiedział pewien aktor z Mody na sukces: ,,Kiedy masz syna, martwisz się tylko o jednego penisa. Jednak kiedy masz córkę, zaczynasz martwić się o wszystkie penisy świata". Dałabym sobie rękę uciąć, że mój tata jest tego samego zdania.
 - Dobra, nie trzymam was już- rzucił mój tata przyjaźnie i machnął ręką dla wzmocnienia efektu.- Miło było cię poznać Nash.
 - Mnie pana też- chłopak odpowiedział uprzejmie, po czym tata zamknął drzwi, a my odwróciliśmy się w stronę czerwonego Dodge'a Rama. Brunet przybliżył się do mnie, położył mi rękę na biodrze i zaczęliśmy iść przez mój podjazd.
 - Masz fajnego tatę- powiedział całkiem serio, chociaż przez ułamek sekundy myślałam, że się ze mnie nabija. 
- Musi być geniuszem jeśli wnioskujesz tak po 3 minutach rozmowy- rzuciłam żartem podnosząc głowę aby spojrzeć Nashowi w oczy, a ten odpowiedział mi krótkim śmiechem.
 - No wiesz... na pewno jest skoro ma taką córkę- żachnął się, a ja zarumieniłam się nieznacznie i pchnęłam go w bok na znak protestu. Kiedy już przeszliśmy przez długi podjazd i dotarliśmy do samochodu, Nash otworzył mi drzwi. Kiwnęłam głową dziękując i bezszelestnie wsiadłam do środka. Dopiero po zamknięciu drzwi zorientowałam się, że nie jestem sama. Carter, Matthew i Sam Pottorff zajmowali miejsca z tyłu Dodge'a i zaczęli się ze mną witać, kiedy Nash okrążał samochód. Wśród pasażerów nie było Hayesa, co odrobinę mnie zdziwiło. Na Digi Tour chłopaki wyjechali w czwartek, a Młodszy Grier był jeszcze wczoraj w domu. Miałam zapytać o jego nieobecność ale nie zdążyłam, bo Nash zajął już miejsce kierowcy. Odwróciłam się przodem do szyby i posłałam chłopakowi uśmiech.
- A więc gdzie jedziemy?- zapytałam szczerze ciekawa dokąd mnie zabierają.
- Byłaś kiedykolwiek w Laguna Beach?- odpowiedział mi pytaniem Nash. Przez chwilę zastanawiałam się nad nazwą jedynej plaży na której kilka razy byłam z rodzicami tuż po przeprowadzce. Ach... no tak, La Jolla Cove w San Diego.
   Pokręciłam głową i zobaczyłam w lusterku, że Carter kręci głową z uznaniem. Już chciał coś powiedzieć, kiedy Matthew wszedł mu w słowo:
- Zobaczysz, spodoba ci się.

           *           *          *

   Zdążyłam się dowiedzieć, że podróż na Laguna Beach potrwa około godziny i 10 minut. Takie przynajmniej dane podawała nawigacja o zbyt miłym, jak dla mnie, głosie. Natomiast w radiu informowali, że na jednej z dróg na północny-wschód od nas doszło do dużego wypadku. Minęło dopiero 30 minut drogi, a ja zauważyłam, że zmierzamy właśnie w tamtym kierunku. Westchnęłam cicho i odblokowałam telefon. Ariana poprosiła mnie żebym napisała do niej gdy tylko wsiądziemy do samochodu. Niestety wcześniej nie miałam okazji tego zrobić, a teraz chłopaki zajęli się rozmową o mijanych przez nas autach oraz snapowaniem, więc postanowiłam wykorzysać moment.
    Wczoraj, kiedy Nash zaproponował mi ten wyjazd, zapytałam Arianę czy ona i Jacob nie mieli by ochoty się przyłączyć, ale przyjaciółka powiedziała, że mają inne plany. Nie zdradziła mi zbyt wiele, bo Jacob przygotował dla niej niespodziankę z okazji ich 3 rocznicy. Obiecałyśmy sobie, że niedługo się spotkamy i powiemy sobie wszystko z najmniejszymi szczegółami.
    Napisałam Arianie, że u mnie wszystko w porządku i niedługo będziemy na plaży, a potem odłożyłam iPhone'a do torby.
    Nagle w radiu zabrzmiały pierwsze dźwięki Aerosmith- Crazy, a ja aż podskoczyłam na swoim siedzeniu i zakryłam usta dłonią.
-Kocham tą piosenkę!- wykrzyknęłam- Mama śpiewała mi ją do poduszki kiedy byłam mała!
- Śpiewaj- zachęcał mnie Nash a Sam mu wtórował- No śmiało!
Pomyślałam co mi tam i zaczęłam śpiewać od drugiej zwrotki, która dopiero się zaczynała

   Say you're leavin' on a seven thirty train
and that you're headin'out to Hollywood
Girl you been givin' me that line so many times
it kinda gets like feelin' bad looks good


   Przy refrenie wszyscy zaczęliśmy śpiewać. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Jeszcze nie znaleźliśmy się na plaży a ja już zaczęłam się świetnie bawić.

  Crazy, crazy, crazy, for you baby
I'm losin' my mind, girl
'Cause I'm goin' crazy

    
   Na koniec piosenki wszyscy razem zawyliśmy Yeah you drive me nie przejmując się tym jak bardzo fałszujemy. Kiedy puszczono następny kawałek, zaczęliśmy się śmiać zadowoleni z siebie.

           *            *          *

-Okej, jesteśmy na miejscu- poinformował wszystkich Nash skręcają w prawo na parking przy plaży tętniącej życiem. Wydaje mi się, że powiedział to bardziej ze względu na mnie, ponieważ reszta raczej orientowała się gdzie jesteśmy. Uchyliłam drzwi samochodu po tym jak Nash zgasił silnik  i wpuściłam tym samym parne powietrze do środka.
   Carter, Sam i Matthew zaczęli opuszczać auto, a ja postanowiłam zrobić zdjęcie widokowi, który ujrzałam. Piękna złota plaża, spokojne fale oceanu głaszczące brzeg lądu i średniej wysokości klify nadające temu miejscu uroku.
- Robi wrażenie, co?- zapytał Hamilton opierając się o otwarte drzwi.
- Oj tak...- westchnęłam z zachwytu i wysiadłam. Dopiero teraz zauważyłam, że brunet trzyma dużych rozmiarów koszyk- Do czego ci kosz piknikowy?
- Katy, a do czego służą kosze piknikowe?- żachnął się Nash co spowodowało u mnie zawstydzenie i rumieńce na twarzy. Mruknęłam coś niezrozumiałego pod nosem i podeszłam do chłopaków stojących przy bagażniku. Poza Samem, Mattem i Carterem zobaczyłam jeszcze Johnsona. Gilinsky'ego oraz chłopaka, którego ledwo kojarzyłam z vine'ów.
- Hej, jestem Sam. Sam Wilkinson- uśmiechnął się do mnie na co odpowiedziałam z ulgą, że to ja nie muszę zaczynać znajomości. No tak... Sammy! Jak mogłam zapomnieć?! Uścisnęłam mu dłoń.
- Katy.
- Dobra ludzie, ruszamy tyłki- zarządził Espinosa
- Pokażemy Katy nasze miejsce.- Nash mrugnął do mnie i podszedł z mojej lewej strony. Wszyscy kiwnęli zgodnie głową i popatrzyli na nas szczerząc się jak idioci, a ja przez chwilę nie mogłam oderwać wzroku od bruneta. On też wpatrywał się we mnie ze śmiechem na ustach.- Tu jest zbyt tłoczno- wskazał głową rozciągający się kawałek plaży- Ale tam będziemy tylko my.
   Parsknęłam śmiechem próbując nieprzejmować się flitrem i ruszyłam truchtem za chłopakami, którzy wyprzedzili nas o kilka metrów.

           *          *           *

   Przeszliśmy kawałek drogi wzdłuż plaży. Kiedy wędrowaliśmy dalej zaczęło robić się coraz ciszej, aż doszliśmy do miejsca, w którym rzeczywiście byliśmy tylko tylko my, tak jak wspominał Nash. ,,Ich miejscem" był jeden z klifów, którymi zachwycałam się na parkingu. Teraz nie potrafiłabym wskazać który to był, ale widok z góry jest jeszcze bardziej powalający.
   Rozłożyliśmy koc w szkocką czerwoną kratę i porozstawialiśmy drobne przekąski przygotowane i kupione przez Nasha. Na szczęście nie wiał dziś wiatr, więc nasze jedzenie było bezpieczne.
   Okazało się, że Jackowie i Sam wzięli ze sobą piłkę do siatki i wszyscy pobiegli grać. Ja zostałam jeszcze na kocu i właśnie wsmarowywałam w kark krem z filtrem UV, kiedy podbiegł Nash osypując mi nogi piaskiem.
- Zagrasz z nami?
- Oj...- jęknęłam na myśl o grze w siatkę- Boję się, że przeze mnie przegrasz. Kompletnie nie radzę sobie w sporcie.
- Katy...- Grier przykucnął przy mnie i złapał mnie za rękę, którą zdążyłam wytrzeć o nogi - Nie gramy na punkty tylko dla zabawy. Nie ma wygranych.
    Uśmiechnął się do mnie i błagalnie popatrzył swoimi niebieskimi oczami w moje. Przygryzłam wargę i zgodziłam się. Nash pomógł mi się podnieść, po czym dołączyliśmy do roześmianych vinerów.
- Gramy z Carterem i Jackiem- poinstruował mnie. a Reynolds i Johnson wyszczerzyli się przyjaźnie. Nie wspomniałam więcej o moich ,,umiejętnościach" sportowych, bo szybko zaczęliśmy grę. Nie mieliśmy wizualniej siatki, ale dobrze radziliśmy sobie z narysowaną na piachu linią. Przyznam szczerze, że szło mi rewelacyjnie jak na grę, w której byłam całkowicie lewa. Może moje umiejętności się zmieniły, a ja nawet nie zwróciłam na to uwagi?
- Zrobiłaś to specjalnie!- krzyknął Nash w moją stronę i przebił piłkę na pole stuprocentowo męskiej drużyny.
- Ale co?- zapytałam zdezorientowana.
- Zmyliłaś mnie mówiąc, że nie umiesz grać, bo chciałaś zbierać punkty i laury dla siebie!
- Przecież nie gramy na punkty- odpowiedziałam szybko i mrugnęłam do niego.
   Gra toczyła się jeszcze przez kilkanaście minut. Każdy z moich nowych przyjaciół potrafił dobrze grać dzięki czemu piłka rzadko lądowała na piasku. Mnie też w dalszym ciągu szło świetnie. Jak dotąd zepsułam tylko dwa podania, co jest ogromnym sukcesem. Przestałam martwić się tym, że może mi nie wyjść i totalnie wyluzowałam.
- Okej, gramy do upadnięcia piłki.- zakomunikował Pottorff wyraźnie zmęczony ciągłym odbijaniem. Nie usłyszałam słowa protestu, więc najwyraźniej wszyscy się zgodzili. Chłopcy zrobili akcję ,, na trzy" i podali w naszą stronę. Postanowiłam przyjąć podanie przez co zaczęłam się cofać aby idealnie wymierzyć. Zapatrzona w piłkę nie zwracałam uwagi na to, co dzieje się za mną. Najwyraźniej któryś z chłopaków też musiał stracić czujność. Niechcący nadepnęłam mu na nogę, ale kiedy zorientowałam się co zrobiłam odskoczyłam wystraszona, zachwiałam się i oboje polecieliśmy do tyłu na piach, który uniósł się w momencie zderzenia. Zaczęłam kasłać pod wpływem pojedynczych ziarnek piasku jakie dostały mi się do gardła w niewyjaśniony sposób. Szybko zeszłam z mojej ofiary i zobaczyłam, że jest nią Johnson.
- Jezu... nic ci nie jest?- zapytałam wystraszona i wyciągnęłam rękę w jego kierunku- Przepraszam cie...
- W porządku- uśmiechnął się i chociaż widziałam, że nie jest na mnie zły, czułam się głupio z powodu staraniowania go. Dźwignął się przy mojej pomocy i oficjalnie zakończyliśmy grę. Wszyscy śmiejąc się z naszego wypadku ruszyli w stronę koca, a ja trochę wolniejszym tempem szłam za nimi obejmowana w biodrach przez Nasha.
- Katy...- wyszeptał mi do ucha, a ja odwróciłam się przodem do niego i przystanęłam- Pozwolisz mi się zabrać w jeszcze jedno miejsce?
- Czemu nie- wzruszyłam ramionami, a Grier zadowolony ze swojego sukcesu wplotł swoje palce w moje i prowadził powoli naprzód. Nikt nie zwracał na nas uwagi, wszyscy zajęli się jedzeniem. Nie było więc sensu informować ich o czymkolwiek, kiedy pewnie i tak zaraz wrócimy.
    Brodziłam stopami w gorącym piasku ogrzewanym przez Kalifornijskie słońce, moją dłoń trzymał trzymał Nash Grier, a ja zastanawiałam się co też takiego chce mi pokazać.
- Dlaczego nic nie mówisz?- zapytałam półgłosem po tym jak oddaliliśmy się już na dość daleką odległość od reszty przyjaciół.
- Poczekaj jeszcze chwilkę- posłał mi czuły uśmiech, a ja nic nie dodając położyłam głowę na jego ramieniu. Nie było to proste, bo pomimo, że mam 174 cm wzrostu, jestem niższa od Nash o ponad 20 cm. Na szczęście nie męczyłam się długo. Przeszliśmy wąskim uskokiem na niższy klif i byliśmy u celu. Brunet pokazał mi miejsce, w którym fale oceanu rozbijały się o wielkie grafitowe kamienie z kojącym i spokojnym szumem. Dodatkowo krople pozostające na nich migotały w słońcu górującym samotnie na niebie i iskrzyły się jak biżuteria. Patrząc na to podniosłam dłoń do szyi i pogładziłam naszyjnik od taty.
- Wow...- powiedziałam nieodrywając wzroku od widoku- To jest nieziemskie.
    Przelotnie spojrzałam na Hamiltona i ponownie na skały. Zaniemówiłam. Od zawsze uwielbiałam wodę. Nawet polski Bałtyk, który był ciekłym azotem w porównaniu z oceanem pod względem temperatury. Ale tutaj czułam się jak bohaterka jakiegoś filmu tuż przed pojawieniem się napisu the end na niebie.
- Kasia?- Nash wypowiedział moje polskie imię, czego kompletnie się nie spodziewałam i momentalnie przerwałam rozmyślenia. Powoli przeniosłam wzrok na chłopaka w dalszym ciągu oszołomiona tym co mi pokazał.
- Hm?
-Jak to z nami w końcu jest?



 - Autorka bloga?
- OBECNA!!!
   Przepraszam, że znowu musieliście czekać. Przez pewien czas miałam brak weny i w ogóle nie zabierałam się za pisanie, bo tego nie czułam. Dodatkowo w tym tygodniu doszły jeszcze ostatnie poprawki w szkole, o których nawet nie miałam pojęcia, że będą. Na szczęście osiągnęłam średnią z której jestem zadowolona i skupiłam się na fanfiction. Podoba się?
 Niedługo WAKACJE!!! (słyszycie te zastępy aniołów śpiewające Alleluja, czy to ze mną jest coś nie tak?) Mam nadzieję, że będę miała więcej czasu na tworzenie i może uda mi się dodawać coś częściej niż raz na tydzień. To wyjdzie w praniu... A teraz życzę słonecznej niedzieli i wielu celsjuszy na termometrach... :3