niedziela, 10 maja 2015

*Nash Grier cz.6


     Szybkim krokiem przemierzyłam korytarz i dotarłam pod jedyne zamknięte drzwi. Zapukałam, po czym zajrzałam do środka. Hayes leżał na łóżku i zawzięcie wpatrywał się w ekran telefonu, z którego słychać było przytłumione głosy i śmiech.
- Mogę wejść?
- Mhm...- odpowiedział i odłożył iPhone'a na poduszkę obok siebie, a potem zaczął mi się przyglądać. Weszłam do pokoju, przeszłam do niewielkiego biurka przy granatowej ścianie i usiadłam na czerwonym obrotowym krześle z drewnianym siedziskiem.
- Co jest?- zapytałam odgarniając przeszkadzające włosy na plecy i popatrzyłam na 15-latka.
- Nie mogę pogodzić się z tym, że...
-...podobam się wam obu? - dokończyłam pytając, a Hayes pokiwał głową.
- Wiem, że zawsze będę stał w jego cieniu, bo jest starszy, wyższy, przystojniejszy...
- Hayes, to nie tak- pokręciłam głową- Nie bierz tego tak do siebie. Przecież jesteś do niego strasznie podobny.
- Tylko?- zapytał przyglądając mi się z powątpieniem. Westchnęłam i spuściłam wzrok na swoje paznokcie. Ponownie, dzisiejszego dnia, zaczęłam obracać złoty pierścionek z nerwów.
- W środę słyszałam twoją rozmowę z Nashem. Wiem, że mieliście umowę, która co prawda nie bardzo mi się spodobała, ale...
- Katy...- przerwał mi chłopak, a ja spojrzałam na niego i przygryzłam policzek od środka. - Odpowiesz mi na kolejne pytanie?
- Em... jasne- wzruszyłam ramionami i przelotnie spojrzałam jak Hayes nerwowo poprawia się na łóżku. Nastała przez chwilkę niezręczna cisza, a ja czekając aż Młodszy Grier wreszcie się odezwie, przeniosłam wzrok na okno, które powoli pokrywały krople deszczu.
- Kochasz go?- zapytał Hayes, a ja momentalnie odwróciłam głowę. Pytanie uderzyło mnie z taką siłą, że serce zaczęło łomotać o klatkę piersiową, a mnie zabrakło słów. Popatrzył mi w oczy.
  Wiedziałam, że nie będzie zadowolony z tego co zaraz powiem. Przęknęłam gulę, która zalegała mi w gardle od kilku chwil i postanowiłam się odezwać.
-Jeśli powiedziałabym, że nie, byłoby to kłamstwo, ale jeszcze jestem pewna czy go kocham. To wszystko jest strasznie świeże.
- Ale coś do niego czujesz?- zapytał poważnie i chociaż na niego nie patrzyłam, czułam, że przygląda mi się wyczekująco.
- Tak- rzekłam.
   Chłopak kiwnął głową ze zrozumieniem i jeszcze bardziej zmarkotniał. Ciszę jaka ponownie między nami zapadła, przerwał hałas za drzwiami. Po chwili drzwi
otwarły się gwałtownie i przez nie do pokoju wpadł Nash, potknął się po czym runął na podłogę. Spojrzałam na Hayesa odrobinę zszokowana. Grier też wyglądał na zaskoczonego, ale chwilę później wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Nash natomiast lekko zmieszany podniósł się i przeczesał palcami swoje brązowe włosy.
- Coś jest nie tak z tymi drzwiami... Ewidentnie.
- Idź sobie - powiedziałam trzymając się za brzuch i nie mogąc złapać tchu- Nie pomagasz
- Nie...- zaprotestował Hayes i otarł oczy- Zostań chwilę.
    Nash podszedł do mnie i oparł się o krzesło, na którym właśnie siedziałam. Hayes popatrzył najpierw na mnie, a potem przeniósł wzrok na brata.
- Tak praktycznie...- zaczął-... to sprawa rozwiązana. Katy wybrała ciebie, Nash.
    Popatrzyłam na Nasha a ten uśmiechnął się do Hayes'a nic nie mówiąc.
- A tak poza tym...- kontynuował-... fajnie się na was patrzy. Razem.
- Ty gnojku...- Nash wyszedł zza mojego siedziska i skoczył na Hayes'a, który cały czas siedział na łóżku. Zaczęli okładać się rękami i rechotali, a ja wpatrywałam się w nich ze śmiechem. Na chwilę spoważniałam i powiedziałam:
- Tylko błagam was- zaczęłam, a chłopaki przestali się szamotać-... nigdy więcej nie zakładajcie się o żadną dziewczynę.
- O to nie musisz się martwić, bae- powiedział, ujął moją twarz w dłonie i cmoknął delikatnie moje usta.
 
          *          *          *
 
    Wyszłam od Nasha naładowana pozytywną energią. Idąc do domu czułam, że unoszę się kilka centymetrów nad chodnikiem. Nawet nie przeszkadzało mi to, że deszcz znowu pokrapywał i zraszał mi twarz. Wszystko dookoła sprawiało mi radość i wyglądało prześlicznie. Przez pobyt u Nasha zapomniałam o kłótni z Arianą. Całkowocie wyleciało mi to z głowy. Przypomniałam sobie dopiero gdy zobaczyłam przyjaciółkę siedzącą na schodkach przed moim domem. Podeszłam bliżej i stanęłam tuż przed nią. Podniosła głowę i popatrzyła na mnie smutno.
- Już myślałam, że nigdy nie przyjdziesz- zaczęła i zaśmiała się nerwowo, próbując rozśmieszyć także i mnie. Uśmiechnęłam się, a Ariana wstała i mocno mnie przytuliła.- Cat, przepraszam cię.
- Poczekaj...- zaczęłam i zabrzmiałam odrobinę ostro- wejdźmy do domu.
    Dziewczyna pokiwała głową i wymruczała pod nosem ,,OK". Otworzyłam drzwi domu i tuż po wejściu skierowałyśmy się do mojego pokoju.
- Jest mi okropnie przykro.- powiedziała przyjaciółka patrząc na swoje gołe stopy z pomalowanymi na różowo paznokciami- Kiedy Nash do nas wrócił, no wiesz... na imprezie- wyjaśniła, a ja pokiwałam głową i usiadłam na dywanie.- ...zrozumiałam, że popełniłam błąd. To miał być fajny wieczór, o którym ja już wcześniej wiedziałam niż ty. Tym bardziej, że połowa chłopaków wyjechała w czwartek na Digi Tour i  w ogóle chciałam żeby coś zaiskrzyło między wami. W końcu to ja się przyczyniłam do waszego spotkania. Nie wiem co się dokładnie stało miedzy tobą a Nashem, po tym jak się pokłóciłyśmy, ale jest mi okropnie głu...
- Ariana!- przerwałam jej. Powtórzyłam jej imę już po raz drugi. Jak zwykle wpadła w trans i tok mówienia. Podniosła głowę i popatrzyła na mnie- To nie ważne. Ja też nie jestem bez winy. Pomyślałam samolubnie i to wywołało naszą kłótnię. Przepraszam Ari.
   Popatrzyłam w jej oczy i zobaczyłam, że tak jak ja, ma w nich łzy. Przytuliłyśmy się mocno, a ja pociągnęłam nosem. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mi brakowało jej i tego jej paplania.
- Byłam dziś u Nasha- wyszeptałam jej do ucha pozostając w uścisku. Przyjaciółka puściła mnie gwałtownie i wybałuszyła oczy. Zachichotałam z jej reakcji.
- I co? Mam rozumieć, że Nashty is real? Wiesz o co mi chodzi? Nashty- zaśmiała się- to słowo było wymyślone już wcześniej, ale pasuje do was idealnie. No chyba, że wolisz Cash. Cash czyli kasa, łapiesz? Jestem genialna! Powiedz, że jestem! Haha.. bo jestem, nie?
    Odkaszlnęłam próbując zwrócić na siebie jej uwagę. Czy ja już wspominałam, że to ja jestem blondynką a Ari ognistą brunetką? Nie? Trudno się połapać, wiem.
    Gdy wreszcie skończyła gadać popatrzyła na mnie szczerząc się głupkowato.
- Dziewczyno, panuj nad sobą!- zaśmiałam się - Czy mogę już zacząć mówić?
    Ariana pokiwała głową i klapnęła tyłkiem na dywanie obok mnie, a ja zaczęłam swoją opowieść.

          *          *          *
  
- Czyli, że jesteście razem- zapytała moja przyjaciółka, kiedy skończyłam opowiadaj jej o dzisiejszym przedpołudniu. Chwyciłam czipsa z miski, którą w międzyczasie przyniosłam do pokoju. Chciałam jak najbardziej wydłużyć czas przed odpowiedzią.
- Nie wiem- wzruszyłam ramionami i powiedziałam rumieniąc się jak głupia. Wytrzepałam dłonie, po czym uśmiechnęłam się do siebie.
-Jak to nie wiesz? To proste. Tak albo nie.
- Jeśli nawet - przygryzłam wargę- to nie oficjalnie. Ja jeszcze nie jestem pewna czy go kocham
    Ari zapiszczała i przyłożyła dłonie do policzków.
- Co? Co jest?- zapytałam i zaśmiałam się
- On na pewno cię kocha. Tak słodko razem wyglądacie. Och... i ten pocałunek u niego w kuchni. Boshe... zakochańce!
- Jaaasne...- zaśmiałam się ponownie, a moja twarz zapłonęła czerwienią.
   Naszą rozmowę przerwał dźwięk mojego iPhone'a. Podniosłam go i uśmiechnęłam się do Ariany.
- To Nash.

    O matko! Jestem wreszcie. Przed 16:00 wróciłam od cioci gdzie nocowałam i dopiero teraz udało mi się dokończyć, dopracować i przepisać opowiadanie na bloggera. Podoba się? No to komentujcie, plusikujcie i klikajcie obserwacje bloga. Do weekendu!!!

sobota, 9 maja 2015

Little info


     Kolejny fanfics z Nashem ukaże się jutro, ponieważ zaraz wychodzę z domciu i najzwyczajniej w świecie nie zdążyłam dokończyć. Przepraszam za to i widzimy się jutro. Bajoo... :*

P.S. Zaglądnijcie też tutaj. Starczyło mi czasu i pojawiło się coś nowego. ZAPRASZAM! http://ksiazkoholiczkacatalinaa.blogspot.com/

piątek, 1 maja 2015

*Nash Grier cz.5


   Minęły dwa dni od imprezy u Nasha. Od tamtej pory nie wychodziłam z domu. Pogoda zachowywała się tak, jakby wiedziała co czuję w środku. Mimo, że California jest słonecznym stanem, od środy non stop grzmi i co jakiś czas spada ulewny deszcz, a ja snuję się po domu z kąta w kąt.
Nie wiedząc co mam ze sobą zrobić, odtwarzam sto tysięczny raz rozmowę Nasha z Hayesem oraz kłótnię między mną a Arianą. Nie sądziłam, że tak niewinny wieczór może popsuć mi humor na kolejne kilka dni.
-Co oglądasz kochanie?- zapytała mama wchodząc do salonu. Na dźwięk jej głosu a mało co nie wrzasnęłam ze starchu.
- Yy... Kardashianki- pokazałam obraz na dużym plazmowym telewizorze na ścianie oprawionym w drewnianą ramę. Khloe właśnie rzuciła się na Roberta, chociaż nawet nie wiedziałam dlaczego.
- Ach tak?- przyjrzała mi się podejrzliwie mrużąc oczy- Tak bez głosu?
- Och...- dotknęłam ikonki głośnika na pilocie i uśmiechnęłam się do mamy- Czytam z ruchów warg.
   Mama parknęła śmiechem i usiadła obok mnie na karmelowej kanapie. Skryłam dłonie w rękawach malinowego swetra, a ona przyciągnęła mnie do siebie.
- Coś cię trapi, mam rację?- zapytała, a ja pokiwałam głową wtulają się mocniej.
- Chodzi o tą imprezę u Nasha Griera- zaczęłam, po czym westchnęłam ciężko.- Ariana zauważyła, że spodobałam się Nashowi. To było tak nierealne, że początkowo jej nie uwierzyłam, ale to potwierdziło się gdy on... no...
- Pocałował cię - dokończyła za mnie łagodnie kiwając głową - rozumiem.
- Tak. Co prawda, podobało mi się, ale potem jego młodszy brat uciekł wściekły do domu i za nim pobiegł Nash, a ja podsłuchałam ich rozmowę w pokoju. Wychodzi na to, że powstała między nimi ryzwalizacja o mnie i czuję się przez to winna. No a na koniec, żeby nie było nudno, pokłóciłam się z Arianą.
   Opowiedziałam bardzo skróconą wersję. Wiedziałam, że mama wysłucha mnie bez karcących komentarzy, bo ona sama opowiada mi historie o swoich związkach sprzed poznania taty.
- Och... ty moja mała dziewczynko- mama powiedziała spieszczonym głosem, a ja zaśmiałam się z niej.- Kiedy ty tak wydoroślałaś i weszłaś w świat problemów, co?
   Uniosłam głowę i spojrzałam jej w oczy, w kącikach których pokazały się łzy chociaż na ustach wciąż widniał uśmiech.
- Sama nie wiem...- wzruszyłam ramionami, a do moich oczu też napłynęły łzy. Wtuliłam głowę w jej klatkę piersiową i poczułam słodki zapach perfum od Diora, które mama niedawno kupiła.
- Okej - zaczęła mama przywołując się do porządku. Pociągnęła nosem i odgarnęła krótkie, kręcone blond włosy z twarzy- Wydaje mi się, że powinnaś z nimi pogadać, więc jeśli chcesz, mogę podwieźć cię do Nasha. Bo do Ariany to raczej sama trafisz.
- No nie wiem...- przygryzłam wargę i spuściłam wzrok na swoje ciemnogranatowe rurki. Po chwili przeniosłam go na okno- Może dopóki nie pada, przejdę się na spacer.
- Jak uważasz- zakończyła i podniosła się z kanapy- I tak muszę pojechać do sklepu.
- W razie czego zadzwonię- posłałam mamie uśmiech i wyszłam z domu.

          *          *          *
 
   Przez słuchawki mojego iPhona leciało ,,Lay me down" Sama Smitha przeplatając się z moimi myślami. Nadal nie wiedziałam jak zacząć rozmowę z Arianą i bałam się przyznać Nashowi do podsłuchiwania. Układałam scenariusze do obu sytuacji i nawet nie wiedziałam gdzie idę. Tak się zamyśliłam, że podświadomie poszłam do parku w miejsce, gdzie poznałam chłopaków. Między krzewami dostrzegłam Matta. Zdjęłam słuchawki i podeszłam bliżej.
- O, cześć- przywitał mnie szerokim uśmiechem i poklepał ławkę, abym usiadła. Przełożyłam nogę i klapnęłam okrakiem na drewnie.
- Sam jesteś? - zapytałam, chociaż odpowiedź była prosta.
- Tak. Przynajmniej teraz nie pada i przyszedłem pomyśleć.
- Och...- pokiwałam głową wpatrując się tępo w trawę -... ja też.
- Idealne miejsce. Tu na szczęście ludzie nie przyprowadzają psów.
- Mhm...- przygryzłam delikatnie wargę czując, że jest mi coraz bardziej głupio i kopnęłam niewielki kamyk, który miałam pod butem.
- Ehm... c-co się właściwie stało na imprezie u Nasha?- zapytał niepewnie przerywając chwilową ciszę.
- Oj...-machnęłam ręką i skłamałam- głupio wyszło. Nic ważnego.
- Katy, nie wydaje mi się, żeby Nash tak to odebrał.- spojrzał mi w oczy z powagą, jakiej nie spodziewałabym się zobaczyć na twarzy Matthewa Espinosy.
,,Ja też tak tego nie odbieram"- pomyślałam w duchu.
- Pogadaj z nim.- powiedział dokładnie to samo, co usłyszałam od mamy.- Nieźle go trafiło na twoim punkcie.
   Westchnęłam i odgarnęłam włosy na plecy.
- Jasne...- parsknęłam śmiechem, po czym strzepnęłam niewidzialny pyłek ze swetra.
-Nie wierzysz mi?
   Wzruszyłam ramionami i posmutniałam. Nagle straciłam jakąkolwiek wiarę, że to co mówi jest prawdą. Odwróciłam wzrok w stronę drzewa za Mattem i przez chwilę wpatrywałam się w małego ptaka skaczącego między gałęziami.
- Niby dlaczego ja? Co jest we mnie takiego, że mu się podobam?
- Jesteś Polką, a Polki są piękne- powiedział, a na parsknęłam śmiechem raz jeszcze -Wiem co mówię Katy. Nash sam mi powiedział, że jeszcze nigdy czegoś takiego nie czuł. Chociaż z waszego ,,robienia koktajli" wnioskuję, że on tobie też wpadł w oko- zaśmiał się, a ja szturchnęłam go w ramię.
- Spadaj głupku!- wykrzyknęłam rumieniąc się. Matthew natomiast roześmiał się jeszcze głośniej swoim cudownym śmiechem, co wywołało u mnie falę miłego uczucia.

             *           *          *

    Mama podwiozła mnie pod dom Nasha. Weszłam na jego podwórko i zadzwoniłam dzwonkiem. Jego dźwięk rozniósł się w powietrzu, a ja miałam ochotę uciec. Przez głowę przeszła mi myśl, że drzwi może otworzyć Hayes, a wtedy jeszcze bardziej spanikuję.
   W progu ujrzałam Nasha ubranego w szary dres, który rozpoznałam z ,,Ask Nash #2" i odetchnęłam z ulgą. Jego oczy zaświeciły się na mój widok, ale mimo tego nastała niezręczna cisza.
- Hej- powiedziała niepewnie i kołysząc się na piętach włożyłam ręce w tylne kieszenie jeansów.- Wpuścisz mnie?
- No jasne...- uśmiechnął się i odsunął robiąc przejście wgłąb domu- Wejdź.
   Prześliznęłam się obok niego i zdjęłam swoje vansy. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, które wyglądało całkiem inaczej w świetle dnia.
- Idziemy na górę? - zapytał Nash, a ja kiwnęłam głową. Położył mi dłonie na biodrach i skierował na schody. Pomimo niewielkiego zdziwnienia dałam się poprowadzić. Momentalnie przypomniałam sobie jak objął mnie w środę w kuchni i przyciągnął do siebie. Na samą myśl o tym zarumieniłam się ale nic nie powiedziałam.
   Nash zaprowadził mnie do swojego pokoju i przymknął drzwi gdy weszliśmy. Usiadłam na jego łóżku, a on tuż obok mnie.
- Powinieneś o czymś wiedzieć- zaczęłam przekręcając pierścionek na palcu lewej ręki z nerwów. Nash popatrzył na mnie.- Wtedy na imprezie... słyszałam jak rozmawiałeś z Hayesem. Stałam za drzwiami przez cały ten czas. Wiem, że nie powinnam, ale byłam ciekawa dlaczego się wściekł na nas.
- I tak byś się w końcu dowiedziała- powiedział Nash patrząc w moje oczy. Powoli pochłaniał mnie ich błękit, a kiedy dotknął mojej ręki zrobiło mi się goręcej.
- Nash, nie chcę żebyście się przeze mnie kłócili- powiedziałam cicho a moje serce biło tak mocno, że zdawało mi się, że zagłusza słowa.
- Słuchaj, to zależy od ciebie, którego z nas bardziej lubisz. Może zbyt szybko postąpiłem całując cię, ale... kurczę...- chłopak wstał z łóżka i przeszedł w drugi kąt pokoju. Westchnął i przeczesał palcami włosy, a ja wodziłam za nim wzrokiem. - Nawet nie wiesz jak na mnie działasz Katy. Wcześniej się tak nie czułem.
   Chłopak skończył mówić oczekując aż ja coś powiem. Przygryzłam wargę i popatrzyłam na Nasha rumieniąc się jak głupia. To nie był Nash Grier jakiego znałam z internetu. Nie był roztrzepany, szalony i pełen energii. Ten Nash mówił zupełnie poważnie. Przeraziłam się, że jestem zdolna aż tak zmienić człowieka, chociaż z drugiej strony napełniło mnie to radością.
   Niezręczną ciszę przerwał mój iPhone wygrywając piosenkę Eda Sheerana ,,One". Widząc nieznany numer wyciszyłam telefon.
- Ty na serio uwielbiasz tą piosenkę.
- Taa... przemawia do mnie - zaśmiałam się.
-,,Just promise me..."- zanucił brunet cicho,
-,,...you'll always be a friend"- dokńczyłam wpatrując się w podłogę.
- Friend?- zapytał Nash, a ja uniosłam głowę - Nie chcę być tylko przyjacielem, Katy- wyszeptał mocniej akcentując wyraz tylko i ponownie usiadł obok mnie.
   Nic nie mówiąc przytuliłam się do niego. Brunet objął mnie w pasie, a ja rozpłynęłam się w zapachu jego perfum.
- Nash patrz co ten fa....- zaczął roześmiany Hayes wbiegając do pokoju brata i wpatrując się w ekran telefonu. Gdy zobaczył nas przytulających się, z jego twarzy zniknął uśmiech i został zastąpiony przez grymas złości.- Wiesz co... już nie ważne.
   Wybiegł i z hukiem zatrzasnął za sobą drzwi. Siedziałam jak sparaliżowana obok Nasha,a ten jęknął cicho i uderzył ręką w materac.
- Hayes!- krzyknął i już chciał wstać kiedy ja zatrzymałam go i sama poszłam za jego bratem.

    Problemy, problemy, problemy... Czy to się kiedyś skończy? Hahaha... no nie wiem. Będę z Nashem czy nie? Hm? Wszystki stoi pod znakiem zapytania. Jestem okrutna, wiem to. Ale mam nadzieję, że się podoba. Miłegooo...