Szybkim krokiem przemierzyłam korytarz i dotarłam pod jedyne zamknięte drzwi. Zapukałam, po czym zajrzałam do środka. Hayes leżał na łóżku i zawzięcie wpatrywał się w ekran telefonu, z którego słychać było przytłumione głosy i śmiech.
- Mogę wejść?
- Mhm...- odpowiedział i odłożył iPhone'a na poduszkę obok siebie, a potem zaczął mi się przyglądać. Weszłam do pokoju, przeszłam do niewielkiego biurka przy granatowej ścianie i usiadłam na czerwonym obrotowym krześle z drewnianym siedziskiem.
- Co jest?- zapytałam odgarniając przeszkadzające włosy na plecy i popatrzyłam na 15-latka.
- Nie mogę pogodzić się z tym, że...
-...podobam się wam obu? - dokończyłam pytając, a Hayes pokiwał głową.
- Wiem, że zawsze będę stał w jego cieniu, bo jest starszy, wyższy, przystojniejszy...
- Hayes, to nie tak- pokręciłam głową- Nie bierz tego tak do siebie. Przecież jesteś do niego strasznie podobny.
- Tylko?- zapytał przyglądając mi się z powątpieniem. Westchnęłam i spuściłam wzrok na swoje paznokcie. Ponownie, dzisiejszego dnia, zaczęłam obracać złoty pierścionek z nerwów.
- W środę słyszałam twoją rozmowę z Nashem. Wiem, że mieliście umowę, która co prawda nie bardzo mi się spodobała, ale...
- Katy...- przerwał mi chłopak, a ja spojrzałam na niego i przygryzłam policzek od środka. - Odpowiesz mi na kolejne pytanie?
- Em... jasne- wzruszyłam ramionami i przelotnie spojrzałam jak Hayes nerwowo poprawia się na łóżku. Nastała przez chwilkę niezręczna cisza, a ja czekając aż Młodszy Grier wreszcie się odezwie, przeniosłam wzrok na okno, które powoli pokrywały krople deszczu.
- Kochasz go?- zapytał Hayes, a ja momentalnie odwróciłam głowę. Pytanie uderzyło mnie z taką siłą, że serce zaczęło łomotać o klatkę piersiową, a mnie zabrakło słów. Popatrzył mi w oczy.
Wiedziałam, że nie będzie zadowolony z tego co zaraz powiem. Przęknęłam gulę, która zalegała mi w gardle od kilku chwil i postanowiłam się odezwać.
-Jeśli powiedziałabym, że nie, byłoby to kłamstwo, ale jeszcze jestem pewna czy go kocham. To wszystko jest strasznie świeże.
- Ale coś do niego czujesz?- zapytał poważnie i chociaż na niego nie patrzyłam, czułam, że przygląda mi się wyczekująco.
- Tak- rzekłam.
Chłopak kiwnął głową ze zrozumieniem i jeszcze bardziej zmarkotniał. Ciszę jaka ponownie między nami zapadła, przerwał hałas za drzwiami. Po chwili drzwi
otwarły się gwałtownie i przez nie do pokoju wpadł Nash, potknął się po czym runął na podłogę. Spojrzałam na Hayesa odrobinę zszokowana. Grier też wyglądał na zaskoczonego, ale chwilę później wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Nash natomiast lekko zmieszany podniósł się i przeczesał palcami swoje brązowe włosy.
- Coś jest nie tak z tymi drzwiami... Ewidentnie.
- Idź sobie - powiedziałam trzymając się za brzuch i nie mogąc złapać tchu- Nie pomagasz
- Nie...- zaprotestował Hayes i otarł oczy- Zostań chwilę.
Nash podszedł do mnie i oparł się o krzesło, na którym właśnie siedziałam. Hayes popatrzył najpierw na mnie, a potem przeniósł wzrok na brata.
- Tak praktycznie...- zaczął-... to sprawa rozwiązana. Katy wybrała ciebie, Nash.
Popatrzyłam na Nasha a ten uśmiechnął się do Hayes'a nic nie mówiąc.
- A tak poza tym...- kontynuował-... fajnie się na was patrzy. Razem.
- Ty gnojku...- Nash wyszedł zza mojego siedziska i skoczył na Hayes'a, który cały czas siedział na łóżku. Zaczęli okładać się rękami i rechotali, a ja wpatrywałam się w nich ze śmiechem. Na chwilę spoważniałam i powiedziałam:
- Tylko błagam was- zaczęłam, a chłopaki przestali się szamotać-... nigdy więcej nie zakładajcie się o żadną dziewczynę.
- O to nie musisz się martwić, bae- powiedział, ujął moją twarz w dłonie i cmoknął delikatnie moje usta.
* * *
Wyszłam od Nasha naładowana pozytywną energią. Idąc do domu czułam, że unoszę się kilka centymetrów nad chodnikiem. Nawet nie przeszkadzało mi to, że deszcz znowu pokrapywał i zraszał mi twarz. Wszystko dookoła sprawiało mi radość i wyglądało prześlicznie. Przez pobyt u Nasha zapomniałam o kłótni z Arianą. Całkowocie wyleciało mi to z głowy. Przypomniałam sobie dopiero gdy zobaczyłam przyjaciółkę siedzącą na schodkach przed moim domem. Podeszłam bliżej i stanęłam tuż przed nią. Podniosła głowę i popatrzyła na mnie smutno.
- Już myślałam, że nigdy nie przyjdziesz- zaczęła i zaśmiała się nerwowo, próbując rozśmieszyć także i mnie. Uśmiechnęłam się, a Ariana wstała i mocno mnie przytuliła.- Cat, przepraszam cię.
- Poczekaj...- zaczęłam i zabrzmiałam odrobinę ostro- wejdźmy do domu.
Dziewczyna pokiwała głową i wymruczała pod nosem ,,OK". Otworzyłam drzwi domu i tuż po wejściu skierowałyśmy się do mojego pokoju.
- Jest mi okropnie przykro.- powiedziała przyjaciółka patrząc na swoje gołe stopy z pomalowanymi na różowo paznokciami- Kiedy Nash do nas wrócił, no wiesz... na imprezie- wyjaśniła, a ja pokiwałam głową i usiadłam na dywanie.- ...zrozumiałam, że popełniłam błąd. To miał być fajny wieczór, o którym ja już wcześniej wiedziałam niż ty. Tym bardziej, że połowa chłopaków wyjechała w czwartek na Digi Tour i w ogóle chciałam żeby coś zaiskrzyło między wami. W końcu to ja się przyczyniłam do waszego spotkania. Nie wiem co się dokładnie stało miedzy tobą a Nashem, po tym jak się pokłóciłyśmy, ale jest mi okropnie głu...
- Ariana!- przerwałam jej. Powtórzyłam jej imę już po raz drugi. Jak zwykle wpadła w trans i tok mówienia. Podniosła głowę i popatrzyła na mnie- To nie ważne. Ja też nie jestem bez winy. Pomyślałam samolubnie i to wywołało naszą kłótnię. Przepraszam Ari.
Popatrzyłam w jej oczy i zobaczyłam, że tak jak ja, ma w nich łzy. Przytuliłyśmy się mocno, a ja pociągnęłam nosem. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mi brakowało jej i tego jej paplania.
- Byłam dziś u Nasha- wyszeptałam jej do ucha pozostając w uścisku. Przyjaciółka puściła mnie gwałtownie i wybałuszyła oczy. Zachichotałam z jej reakcji.
- I co? Mam rozumieć, że Nashty is real? Wiesz o co mi chodzi? Nashty- zaśmiała się- to słowo było wymyślone już wcześniej, ale pasuje do was idealnie. No chyba, że wolisz Cash. Cash czyli kasa, łapiesz? Jestem genialna! Powiedz, że jestem! Haha.. bo jestem, nie?
Odkaszlnęłam próbując zwrócić na siebie jej uwagę. Czy ja już wspominałam, że to ja jestem blondynką a Ari ognistą brunetką? Nie? Trudno się połapać, wiem.
Gdy wreszcie skończyła gadać popatrzyła na mnie szczerząc się głupkowato.
- Dziewczyno, panuj nad sobą!- zaśmiałam się - Czy mogę już zacząć mówić?
Ariana pokiwała głową i klapnęła tyłkiem na dywanie obok mnie, a ja zaczęłam swoją opowieść.
* * *
- Czyli, że jesteście razem- zapytała moja przyjaciółka, kiedy skończyłam opowiadaj jej o dzisiejszym przedpołudniu. Chwyciłam czipsa z miski, którą w międzyczasie przyniosłam do pokoju. Chciałam jak najbardziej wydłużyć czas przed odpowiedzią.
- Nie wiem- wzruszyłam ramionami i powiedziałam rumieniąc się jak głupia. Wytrzepałam dłonie, po czym uśmiechnęłam się do siebie.
-Jak to nie wiesz? To proste. Tak albo nie.
- Jeśli nawet - przygryzłam wargę- to nie oficjalnie. Ja jeszcze nie jestem pewna czy go kocham
Ari zapiszczała i przyłożyła dłonie do policzków.
- Co? Co jest?- zapytałam i zaśmiałam się
- On na pewno cię kocha. Tak słodko razem wyglądacie. Och... i ten pocałunek u niego w kuchni. Boshe... zakochańce!
- Jaaasne...- zaśmiałam się ponownie, a moja twarz zapłonęła czerwienią.
Naszą rozmowę przerwał dźwięk mojego iPhone'a. Podniosłam go i uśmiechnęłam się do Ariany.
- To Nash.
O matko! Jestem wreszcie. Przed 16:00 wróciłam od cioci gdzie nocowałam i dopiero teraz udało mi się dokończyć, dopracować i przepisać opowiadanie na bloggera. Podoba się? No to komentujcie, plusikujcie i klikajcie obserwacje bloga. Do weekendu!!!
Jejku, jakie to słodkie ^^
OdpowiedzUsuńŚwietne opowiadanie <3 Dalej! Nie mogę doczekać się następnej części :*
OdpowiedzUsuń