czwartek, 14 stycznia 2016

*Nash Grier cz. 8


- Jak to z nami w końcu jest?- zapytał zciszając głos i przewiercił mnie spojrzeniem. Teraz jeszcze bardziej mnie zamurowało. To pytanie zawisło w mojej głowie, a ja nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Boże Kochany... przecież nie da się podjąć takiej decyzji w niecałą dobę, mam rację?
   Popatrzyłam na piasek tuż przy naszych stopach i westchnęłam. Cisza, która była między nami zrobiła się strasznie niezręczna. Nash oczekiwał mojej odpowiedzi, a ja miałam pustkę w głowie. ,,Powiedz coś!" ponagliła mnie moja podświadomość.
- Nash...- zaczęłam niepewnie- nie mam pojęcia co ci odpowiedzieć...
No tak... poproszę brawa, to było naprawdę twórcze Katy. Serio... jestem pod wrażeniem. Czy można być bardziej niezdecydowaną osobą niż ja? Oj chyba nie. Grier ewidentnie liczył na coś więcej, a ja? Czy nie tego zawsze chciałam? Nie tego pragnęłam od ponad półtora roku interesując się Magconem? Do cholery... co się ze mną dzieje!
Teraz to on westchnął zwracając tym samym moją uwagę, ułożył usta w cienką linię i zamknął oczy na dłuższą chwilę. Przyglądałam mu się w zupełnej ciszy, widząc jak bije się z myślami.
- No jasne, przepraszam Katy...- powiedział- Nie wiem, jak mogłem pomyśleć, że od tak się zakochasz...- parsknął śmiechem wpatrując się pustym wzrokiem w piasek- źe cokolwiek  do mnie poczujesz. Sam wiem, że to tak nie działa.
- Nashy nie, to nie o to chodzi.
          Ugh... jak ja nie lubię takich rozmów. Okej, to chyba pierwsza taka w moim życiu ale jest mega niezręczna i  aż mnie boli brzuch, bo nie wiem co mam dalej powiedzieć. Usiadłam na ciepłej powierzchni zyskując tym samym kilka dodatkowych sekund. Hamilton przysiadł obok mnie, a ja postanowiłam kontynuować:
- Wczoraj powiedziałam, że nie wiem co do ciebie czuję i to się nie zmieniło. Nie potrafię kochać na zawołanie, chciałabym naprawdę to poczuć ale potrzebuję czasu- spojrzałam Nashowi w oczy- Znamy się tak krótko, Nash. Nie odkryłam jeszcze jaki jesteś naprawdę, bez kumpli, poza ekranem laptopa. Nie znam twojego prawdziwego ,,ja"- zrobiłam cudzysłów z palców przy ostatnim słowie i uśmiechnęłam się. Kąciki ust bruneta także uniosły się w delikatnym uśmiechu sprawiając, że odrobinę mi ulżyło.
- Wow... powiem szczerze, że trochę ubodło to moje ,,ja"- odpowiedział, a ja parsknęłam śmiechem i założyłam kosmyk włosów za ucho. Po chwili jednak Grier spoważniał- Zdobywanie cię jest trudne, ale nie przestanę choćby nie wiem co. Okej, masz rację, że dopiero co się poznaliśmy, mimo wszystko Katy chcę żebyś dała mi szansę.
         Chryste... to, co właśnie działo się w moim sercu, brzuchu czy gdzieś, gdzie odczuwa się przyjemne ciepło, było nie do opisania. Zabrakło mi słów, więc tylko pogłaskałam kciukiem policzek Nasha i uśmiechnęłam się łagodnie.
- Chciałabym żeby podejmowanie decyzji było o niebo łatwiejsze, a cholerne babskie hormony wykonywały swoją robotę a nie władały moim umysłem- powiedziałam przewracając oczami. Nash natomiast zaśmiał się swoim cudownym, szczerym śmiechem i odchylił głowę do tyłu łapiąc promienie słońca. Przyglądałam mu się przez chwilę w milczeniu, dopóki nie przeniósł wzroku ponownie na mnie.
- Będziesz miała mnie dość, bo zamierzam dowiedzieć się o tobie wszystkiego- powiedział z łobuzerskim uśmiechem na twarzy i przysunął się do mnie, a ja żeby zachować przyzwoitą odległość położyłam się na piasku- ...a zacznę sprawdzając czy masz łaskotki

                                             *       *     *

     Kiedy uwolniłam się od łąskoczącego mnie Nasha, postanowiliśmy wrócić do chłopaków. Jak się okazało nie było nas przez kilka dłuższych chwil, więc żeby nie wzbudzać podejrzeń opuściliśmy klif. Wracaliśmy w ciszy tą samą drogą, a Grier co jakiś czas ,,przypadkowo" ocierał się swoim ramieniem o moje. Przy kolejnym razie pchnęłam go w bok, a ten śmiejąc się zatoczył się w bok. Wzniosłam oczy do góry pytąc w duchu co jeszcze ten idiota jest w stanie zrobić. Na swoją odpowiedz nie musiałam długo czekać, bo chwilę później zatrzymał się przede mną oczekując aż wskoczę mu na plecy.
- Zaszkodził ci upał czy chcesz skończyć na wózku?- zapytałam rozbawiona propozycją. Najwidoczniej nie był świadomy ile ważę.
- Katy  marudo, wskakujesz czy nie? Więcej nie zapytam- mrugnął do mnie zalotnie a ja podskoczyłam delikatnie i oplotłam nogami biodra bruneta, a ręce założyłam mu na szyję.
- O wiele lepiej- mruknął pod nosem.
- No pewnie, że lepiej. Okazja do obmacania mi tyłka- powiedziałam i przysunęłam usta do jego ucha- I żeby było jasne... Ja. Wcale. Nie. Marudzę.
    Roześmiał się i ruszyliśmy w stronę koca, na którym siedzieli Pottorff, Jackowie, Wilkinson, Reynolds i Espinosa.
***
    Poprawiłam ramię od torby czekając, aż Nash otworzy drzwi do domu. Mniej więcej o 4PM postanowiliśmy wrócić do LA. Jeszcze przed wyjazdem z plaży, Grier zaproponował maraton filmowy w jego salonie i tym oto sposobem patrzyłam teraz jak  zmaga się z zamkiem. Chwilę wcześniej dotarli Sam i Jackowie i właśnie szli w naszą stronę z paczkami chrupek ciesząc się przy tym jak głupki. Obok mnie stała już pozostała część ekipy i tak jak ja, obserwowała Nasha. Po chwili zamek odpuścił.
- Wchodźcie- powiedział brunet i pchnął masywne drzwi. Nie zastanawiając się długo podążyłam za Nashem zdejmując japonki w holu. Przeszłam w głąb mieszkania i zaśmiałam się na widok chłopaka mówiącego do małego huskiego zdrobniałym głosem. Zapewne był to Malibu.
- To jego druga miłość- powiadomił mnie Matt znacząco ruszając brwiami, przez co ponownie parsknęłam śmiechem.
-Daj mu chwilę- wtrącił Johnson- Zaraz się odwiesi.
- Często tak ma?- zapytałam rozbawiona.
- Za każdym razem- blondyn wywrócił oczami i wyszedł z salonu, a ja ruszyłam w stronę łazienki.
  Na wszelki wypadek wzięłam koszulkę ze SpongeBobem i w tej chwili byłam sobie wdzięczna. Czułam się o wiele lepiej mogąc przykryć brzuch. Chociaż nie był on moim największym problemem wolałam chodzić po domu Nasha ubrana.
    Wrzuciłam neonową tunikę do torby i przejrzałam się w lustrze umieszczonym nad śnieżnobiałą umywalką. Opuszkami palców wytarłam obsypany tusz pod oczami, przez który przypominałam pandę oraz przeczesałam palcami włosy i wyszłam. Zajrzałam do salonu w poszukiwaniu chłopaków, ale nikogo tam nie było. Usłyszałam głosy z kuchni i poszłam w tamtym kierunku. Oparłam się o framugę drzwi i przyglądając się chłopakom splotłam ramiona. Nash i Sam Pottorff przesypywali chrupki do misek, Jack Johnson stał przy mikrofali pilnując popcornu, Carter i Matthew rzucali do siebie butelką, a dwóch pozostałych bawiło się z Malibu. Espinosa zauważając moje przyjście przerwał rzut i uśmiechnął się łobuzersko.
- Przypudrowywałaś nosek?- zapytał rozbawiony Matt głaszcząc się wymownie po swoim nosie.
- Jak chcesz to mogę wypudrować ci tyłek- powiedziałam ze śmiechem, po czym odepchnęłam się lekko od futryny i weszłam do kuchni.
- Jest cały twój- odkręcił się do mnie tyłem i złapał się za pośladki przez co wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem. Przeszłam do blatu i przystając obok Nasha chwyciłam ciepłe ziarenko prażonej kukurydzy, którą dopiero przesypał Jack.
- Idziemy oglądać film?- zapytałam spoglądając na Hamiltona.
- No chyba, że wolisz spędzić tu całe popołudnie- przysunął się i objął mnie w pasie co wyglądało jakby planował mnie pocałować, a ja skrzywiłam się i wymijając go chwyciłam jedną z misek.
- To ja jednak wolę ten film- mrugnęłam do Nasha pozostawiając go w lekkim zdziwieniu.
Chwilę później przenieśliśmy się do salonu, gdzie na wprost tweedowego narożnika wisiała na ścianie duża plazma. Właśnie zdałam sobie sprawę, że nigdzie nie widziałam Hayes'a. Postawiłam miskę z krążkami cebulowymi na stoliku przed kanapą i zajęłam jedyne wolne miejsce obok Wilkinsona. Nash podłączał właśnie laptopa, więc postanowiłam wykorzystać sytuację i podpytać Sammiego.
- Wiesz może gdzie jest Hayes?- zapytałam przyciszonym głosem.
- Dołączył do Digi Tour- posłał mi uśmiech wystawiając szereg równiutkich zębów. Kiwnęłam głową i zakończyłam temat. Czyli jednak miałam rację...
- Co oglądamy?- zapytał Nash spoglądając na nas.
- Horror!- krzyknął Matt, a Gilinsky mu przytaknął- Będzie można się poprzytulać.
   Spojrzał w moją stronę, a ja zmarszczyłam brwi. Boże... o co mu dzisiaj chodzi? Tym razem jego uwagę pozostawiłam bez odpowiedzi.
- A może ty masz jakiś pomysł Katy?- zapytał Johnson i wszyscy nagle spojrzeli w moją stronę. Siedem par oczu wbitych prosto we mnie wcale nie ułatwiało wyboru.
- Obojętnie - wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się. Po chwili jednak przypomniałam sobie mały szczegół- Tylko błagam nie dramat!
    Po dłuższej chwili wybraliśmy Magic Mike XXL. Po włączeniu filmu Nash zajął miejsce po mojej prawej stronie, a uroczy husky ułożył się na jego kolanach i zasnął.
     Pierwsze za co ( a raczej za kogo) polubiłam ten film to Channing Tatum. Oglądałam chyba wszystkie możliwe produkcje z tym aktorem i powiedzcie mi, czy jest ktoś, kto bardziej się nadaje do roli seksownego striptizera niż on? Na-ah! Nie uwierzę!  Musiałam się naprawdę mocno hamować przed wzdychaniem. Cudem też udawało mi się nie ślinić na widok jego ruchów. Ale nie ważne...
      Gdzieś w połowie filmu Matthew prychnął i stwierdził, że też potrafi tak tańczyć. Byłam pewna, że skończy się na przechwałkach, ale nie... to był Matthew Espinosa. Przeszedł tuż pod ekran i zaczął machać tyłkiem tak jak robili to w filmie. Dzięki Bogu, że się nie rozebrał... Chwilę później dołączył do niego Carter, a ja zakryłam twarz dłońmi i wybuchnęłam śmiechem. Tak właśnie zakończyliśmy oglądanie Magic Mike'a...
***
      Było już grubo po dziesiątej, kiedy poprosiłam Nasha o odwiezienie mnie do domu. Wychodząc pożegnałam się z chłopakami i poszłam za brunetem do auta. Na dworze odrobinę się ochłodziło i odruchowo objęłam się ramionami.
- Zimno ci? - przystając na podjeździe i przyglądając mi się z troską.
- Może odrobinę - powiedziałam delikatnie marszcząc nos.
- Mogę wrócić po jakąś bluzę jak chcesz.
Pokręciłam głową i wsiadłam do czerwonego Dodge'a czekając aż Nash do mnie dołączy. Patrzyłam przez szybę jak przez chwilę się wacha czy mimo wszystko nie wrócić do domu, ale ja po raz kolejny bezgłośnie zaprzeczyłam. W końcu okrążył samochód i usiadł za kierownicą.
- Dzięki za dzisiaj- powiedziałam przerywając chwilową ciszę podczas jazdy.
- Fajnie, że ci się podobało- uśmiechnął się i spojrzał na mnie przelotnie. Skręcił w prawo wjeżdżając na moje osiedle. Popatrzyłam na deskę rozdzielczą. 10:48PM. Rodzice pewnie jeszcze nie śpią. - A jutro co robisz?
- Hm... jutro niedziela, więc...- przygryzłam policzek od środka- zazwyczaj spędzam ją z rodziną.
- Aaa okej- Nash zmieszał się odrobinę parkując pod moim domem. - Jakby coś się zmieniło to napisz albo zadzwoń. A jak nie to w poniedziałek.
- Okej - uśmiechnęłam się i złapałam za klamkę gotowa wysiąść - Jeszcze raz dziękuję Nash.
- Zapomniałaś o czymś - powiedział ciszej, a ja spojrzałam na siedzenie ale nic tam nie było. Przeniosłam wzrok na Nasha, który właśnie przyłożył palec do policzka.
- Nie przesadzasz? - zapytałam unosząc brew, a po chwili namysłu cmoknęłam go szybko i wysiadłam - Dobranoc.
- Dobranoc, Katy.
   Idąc na podwórko pomachałam mu przez szybę i chwilę później zniknęłam za drzwiami domu, w którym było o wiele cieplej niż na dworze. A mówią, że w Kalifornii jest tak gorąco. Taaa... chyba nie teraz.
- Jestem!- krzyknęłam zauważając światło w salonie i po zdjęciu klapek udałam się w tamtą stronę.
- Ooo... to dobrze- powiedziała mama łagodnie - Mamy dla ciebie wiadomość.



Heeeejoooo...!!! TAK! Wreszcie moja wena powróciła i udało mi się coś napisać. Nie mówię, że jest to zabójczo wspaniałe i wybaczcie mi, ale po tak długim czasie tylko na to było ,mnie stać. Piszcie w komentarzach co się podoba, co do poprawki, czego/kogo ma być więcej i w ogóle :3 Ja dzisiaj już uciekam. Do zobaczenia niedługo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz