Utrwalałam lakierem wyprostowane przed chwilą włosy, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Pobiegłam do swojego pokoju i krzyknęłam przez okno:
- Już schodzę!
- Rusz tyłeczek!- odkrzyknęła Ariana, a ja zaśmiałam się i schowałam telefon do torby. Zbiegłam po schodach, chwyciłam klucze i wyszłam z domu. Ari poklepała fotel obok siebie, po czym ja otworzyłam drzwi auta jej brata i usiadłam na wskazanym miejscu.
-Cześć Greg!- przywitałam się z kierowcą a ten rzekł ,,Hej młoda" i poprosił mnie o adres. Podałam mu ulicę, którą Nash napisał mi w smsie kilka godzin temu.
- Wyglądasz rewelacyjnie. Nash oszaleje!- szepnęła mi do ucha Ariana. Zaśmiałam się cicho. Miałam na sobie jasne, miętowe rurki z wysokim stanem i pastelowo różową tunikę z wyciętymi plecami w kształcie serca. Do tego włożyłam fioletowe espadryle na niewielkim obcasie.
* * *
- Zadzwoń do mnie jak skończycie- powiedział Greg do Ari, gdy wysiadałyśmy z samochodu.
-Okey bro!- uśmiechnęła się i zatrzasnęła za sobą drzwi. Greg odjechał, a my odkręciłyśmy się w stronę domu Nasha. Z zewnątrz robił piorunujące wrażenie. Beżowa elewacja idealnie współgrała z drewnianymi okiennicami oraz rzeźbionymi filarami przed wejściem. Trzy schodki u drzwi pokrywały płytki o miedzianym odcieniu i były tak wypolerowane, że gdybym się nachyliła, dostrzegłabym zarys swojej sylweki.
Dwupiętrowy dom o dość dużym metrażu otaczał podobnej wielkości ogród z którego pobrzmiewała muzyka i śmiechy chłopaków.
- Witam drogie panie!- wykrzyknął Carter otwierając nam drzwiczki na podwórko. Jako pierwsza weszła Ariana i wzrokiem odszukała Jacoba, a ja podążyłam za nią. Ogród Nasha był ogromny. Starczyło miejsca na hamak, ognisko, wielki taras, altankę oraz warzywnik jego mamy. Można by urządzić tu wesele na 100 osób a i tak wszyscy czuliby się luźno i mieli swobodę ruchów.
Przywitałam się z chłopakami, a Kian przedstawił mnie Andreii. Śliczna brunetka o długich włosach obdarzyła mnie komplementem na temat stroju w jakim przyszłam, a ja uśmiechnęłam się i zostawiłam ich samych. Tak słodko razem wyglądali, że dałam im nacieszyć się sobą. Odkręciłam się i wpadłam na Nasha. Podtrzymał mnie za ramię abym się nie wywróciła.
- O Boże, przepraszam- wymamrotałam speszona.
- To ja przepraszam. Przyszedłem się przywitać. Wcześniej nie słyszałem, że przyjechałyście.- powiedział i przytulił mnie. Byłam trochę zaskoczona, ale odwzajemniłam uścisk. Mieszkając tu od roku, zdąrzyłam się nauczyć, że amerykani są bardziej śmiali w tym co robią i mówią niż Polacy oraz że wychodzi im to bardzo naturalnie jakby mieli to we krwi.
Odkręciliśmy głowę w stronę tarasu, bo ktoś podgłosił muzykę. Właśnie leciało ,,This is how we do" Katy Perry.
- Hayes idioto, przycisz to! Nie chcę tu policji!- wydarł się na brata, a ja zaśmiałam się z nich obu. Chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Zaprowadził mnie do kuchni.
- No więc Katy, kiedy pojawi się nowy vine?- zapytał Nash przygotowując koktajle. Rozejrzałam się po pomieszczeniu.
- Oglądasz moje vine'y?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie i spojrzałam na radosną twarz bruneta.
- Myślałaś, że taki ktoś jak ja nie ogląda twoich filmików? Najlepszy był ten z tańczącym psem- powiedział po czym oboje się zaśmialiśmy.
- To był pies mojej kuzynki. Ona go wytresowała, a ja tylko nagrywałam.- wytłumaczyłam i usiadłam na czarnym, błyszczącym blacie z marmuru, który otaczał połowę kuchni.- Mogę tu siedzieć?
- Taa... nie krępuj się- powiedział przestawiając mikser i potrzebne składniki obok mnie - Jak to się stało, że dziewczyna z Europy znalazła się w Los Angeles?
- Cóż...- wróciłam pamięcią do wydarzeń sprzed roku - To chyba dzięki nowej pracy taty. Miał być to tylko okres próbny ale już na początku zaproponowali mu stałą posadkę.
- Och... rewelacyjnie. A gdzie pracuje?
- Jest projektantem pudełek płatków śniadaniowych. Świetnie rysuje. Widziałeś nowe opakowanie Lucky Charms?
- Hm... taaak. Skylynn je uwielbia- powiedział i uśmiechnął się na myśl o małej siostrzyczce, a ja przyglądałam się jak zmaga się z mikserem do koktajli.
- Może ci pomóc?- zaproponowałam.
- Nie trzeba. Dam radę.
Zeskoczyłam z blatu i popchnęłam Nasha biodrem, po czym zajęłam się dokończeniem koktajlu. Poprawiłam pokrywkę i włączyłam mikser.
- Jeśli dobrze nie zamkniesz, to się nie włączy. Takie zabezpieczenie- poinformowałam go- Mam identyczny u siebie.
- Dzięki. Teraz muszę jeszcze dodać czekoladę.- powiedział i wyjął z lodówki miskę z kawałkami czekolady. Chciałam ją wziąć od niego, ale trzymał uparcie.
- Nash...- powiedziałam śmiejąc się do niego- Mogę to wziąć?
17-latek zamrugał flirciarsko swoimi nieziemskimi oczami koloru Morza Karaibskiego. Puścił miskę, a ja wsypałam jej zawartość do środka.
- Katy...- zaczął Nash, a ja odwróciłam się aby sprawdzić co ode mnie chce. Nie zdąrzyłam nic powiedzieć, bo chłopak złączył nasze usta w pocałunku. Przerwał na chwilę aby popatrzeć mi w oczy oczekując reakcji. Ja założyłam ręce na jego szyję, stanęłam na palcach i ponownie zaczęliśmy się całować. Nash objął mnie w biodrach, co jeszcze bardziej zmniejszyło odległość między nami. Moje serce łomotało w ściekle a w głowie zaczynało się kręcić. Czułam jak każda cześć mojego ciała zatapia się w jego miękkich wargach a serce krzyczy: Nash! Nash! Nash! Nagle zapomniałam, że jestem u niego w domu, a w ogródku siedzi jeszcze 16 innych osób.
- Hej Nash odpaliłem og... A co wy tu robicie?! - zapytał Cameron wchodząc do kuchni. Wyszczerzył się do nas, a my staliśmy jak dwoje małych dzieciaków przyłapanych na wyjadaniu ciastek ze słoika. Zarumieniłam się i spojrzałam na okno, a za nim ujrzałam piętnaście par oczu (w tym Ariany) wlepionych we mnie i Nasha. Gdy zauważyli, że na nich patrzę, nagle wszyscy uciekli. Usłyszałam śmiech Matta przez uchylone drzwi na taras i sama mało co nim nie wybuchnęłam.
- Co robimy? - zaczął Nash- Em...my...
-...robiny koktajl- dokończyłam prezentując dłonią mikser i starając
się zachować powagę, gdy tak naprawdę chciało mi się śmiać.
- Taa...chyba z dużą ilością cukru- zaśmiał się Dallas i mrugnął do przyjaciela.- Ognisko już się pali, więc przestańcie ,,robić koktajl" i chodźcie do nas.
Chłopak wyszedł z kuchni a my odetchnęliśmy z ulgą i zaczęliśmy zanosić się śmiechem.
- Ale wpadka, co?- zagadnął mnie Nash, gdy ochłonęliśmy. Pokiwałam głową trzymają się za brzuch i łapiąc oddech.
- Widziałeś ich?- wskazałam głową na okno.
- Taa... chyba widzieli jak robimy koktajl - brunet zaśmiał się ponownie stawiając mleczne napoje na tacy. Wzięłam te, które się na niej niemieściły i razem poszliśmy do ogrodu.
-Okey bro!- uśmiechnęła się i zatrzasnęła za sobą drzwi. Greg odjechał, a my odkręciłyśmy się w stronę domu Nasha. Z zewnątrz robił piorunujące wrażenie. Beżowa elewacja idealnie współgrała z drewnianymi okiennicami oraz rzeźbionymi filarami przed wejściem. Trzy schodki u drzwi pokrywały płytki o miedzianym odcieniu i były tak wypolerowane, że gdybym się nachyliła, dostrzegłabym zarys swojej sylweki.
Dwupiętrowy dom o dość dużym metrażu otaczał podobnej wielkości ogród z którego pobrzmiewała muzyka i śmiechy chłopaków.
- Witam drogie panie!- wykrzyknął Carter otwierając nam drzwiczki na podwórko. Jako pierwsza weszła Ariana i wzrokiem odszukała Jacoba, a ja podążyłam za nią. Ogród Nasha był ogromny. Starczyło miejsca na hamak, ognisko, wielki taras, altankę oraz warzywnik jego mamy. Można by urządzić tu wesele na 100 osób a i tak wszyscy czuliby się luźno i mieli swobodę ruchów.
Przywitałam się z chłopakami, a Kian przedstawił mnie Andreii. Śliczna brunetka o długich włosach obdarzyła mnie komplementem na temat stroju w jakim przyszłam, a ja uśmiechnęłam się i zostawiłam ich samych. Tak słodko razem wyglądali, że dałam im nacieszyć się sobą. Odkręciłam się i wpadłam na Nasha. Podtrzymał mnie za ramię abym się nie wywróciła.
- O Boże, przepraszam- wymamrotałam speszona.
- To ja przepraszam. Przyszedłem się przywitać. Wcześniej nie słyszałem, że przyjechałyście.- powiedział i przytulił mnie. Byłam trochę zaskoczona, ale odwzajemniłam uścisk. Mieszkając tu od roku, zdąrzyłam się nauczyć, że amerykani są bardziej śmiali w tym co robią i mówią niż Polacy oraz że wychodzi im to bardzo naturalnie jakby mieli to we krwi.
Odkręciliśmy głowę w stronę tarasu, bo ktoś podgłosił muzykę. Właśnie leciało ,,This is how we do" Katy Perry.
- Hayes idioto, przycisz to! Nie chcę tu policji!- wydarł się na brata, a ja zaśmiałam się z nich obu. Chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Zaprowadził mnie do kuchni.
- No więc Katy, kiedy pojawi się nowy vine?- zapytał Nash przygotowując koktajle. Rozejrzałam się po pomieszczeniu.
- Oglądasz moje vine'y?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie i spojrzałam na radosną twarz bruneta.
- Myślałaś, że taki ktoś jak ja nie ogląda twoich filmików? Najlepszy był ten z tańczącym psem- powiedział po czym oboje się zaśmialiśmy.
- To był pies mojej kuzynki. Ona go wytresowała, a ja tylko nagrywałam.- wytłumaczyłam i usiadłam na czarnym, błyszczącym blacie z marmuru, który otaczał połowę kuchni.- Mogę tu siedzieć?
- Taa... nie krępuj się- powiedział przestawiając mikser i potrzebne składniki obok mnie - Jak to się stało, że dziewczyna z Europy znalazła się w Los Angeles?
- Cóż...- wróciłam pamięcią do wydarzeń sprzed roku - To chyba dzięki nowej pracy taty. Miał być to tylko okres próbny ale już na początku zaproponowali mu stałą posadkę.
- Och... rewelacyjnie. A gdzie pracuje?
- Jest projektantem pudełek płatków śniadaniowych. Świetnie rysuje. Widziałeś nowe opakowanie Lucky Charms?
- Hm... taaak. Skylynn je uwielbia- powiedział i uśmiechnął się na myśl o małej siostrzyczce, a ja przyglądałam się jak zmaga się z mikserem do koktajli.
- Może ci pomóc?- zaproponowałam.
- Nie trzeba. Dam radę.
Zeskoczyłam z blatu i popchnęłam Nasha biodrem, po czym zajęłam się dokończeniem koktajlu. Poprawiłam pokrywkę i włączyłam mikser.
- Jeśli dobrze nie zamkniesz, to się nie włączy. Takie zabezpieczenie- poinformowałam go- Mam identyczny u siebie.
- Dzięki. Teraz muszę jeszcze dodać czekoladę.- powiedział i wyjął z lodówki miskę z kawałkami czekolady. Chciałam ją wziąć od niego, ale trzymał uparcie.
- Nash...- powiedziałam śmiejąc się do niego- Mogę to wziąć?
17-latek zamrugał flirciarsko swoimi nieziemskimi oczami koloru Morza Karaibskiego. Puścił miskę, a ja wsypałam jej zawartość do środka.
- Katy...- zaczął Nash, a ja odwróciłam się aby sprawdzić co ode mnie chce. Nie zdąrzyłam nic powiedzieć, bo chłopak złączył nasze usta w pocałunku. Przerwał na chwilę aby popatrzeć mi w oczy oczekując reakcji. Ja założyłam ręce na jego szyję, stanęłam na palcach i ponownie zaczęliśmy się całować. Nash objął mnie w biodrach, co jeszcze bardziej zmniejszyło odległość między nami. Moje serce łomotało w ściekle a w głowie zaczynało się kręcić. Czułam jak każda cześć mojego ciała zatapia się w jego miękkich wargach a serce krzyczy: Nash! Nash! Nash! Nagle zapomniałam, że jestem u niego w domu, a w ogródku siedzi jeszcze 16 innych osób.
- Hej Nash odpaliłem og... A co wy tu robicie?! - zapytał Cameron wchodząc do kuchni. Wyszczerzył się do nas, a my staliśmy jak dwoje małych dzieciaków przyłapanych na wyjadaniu ciastek ze słoika. Zarumieniłam się i spojrzałam na okno, a za nim ujrzałam piętnaście par oczu (w tym Ariany) wlepionych we mnie i Nasha. Gdy zauważyli, że na nich patrzę, nagle wszyscy uciekli. Usłyszałam śmiech Matta przez uchylone drzwi na taras i sama mało co nim nie wybuchnęłam.
- Co robimy? - zaczął Nash- Em...my...
-...robiny koktajl- dokończyłam prezentując dłonią mikser i starając
się zachować powagę, gdy tak naprawdę chciało mi się śmiać.
- Taa...chyba z dużą ilością cukru- zaśmiał się Dallas i mrugnął do przyjaciela.- Ognisko już się pali, więc przestańcie ,,robić koktajl" i chodźcie do nas.
Chłopak wyszedł z kuchni a my odetchnęliśmy z ulgą i zaczęliśmy zanosić się śmiechem.
- Ale wpadka, co?- zagadnął mnie Nash, gdy ochłonęliśmy. Pokiwałam głową trzymają się za brzuch i łapiąc oddech.
- Widziałeś ich?- wskazałam głową na okno.
- Taa... chyba widzieli jak robimy koktajl - brunet zaśmiał się ponownie stawiając mleczne napoje na tacy. Wzięłam te, które się na niej niemieściły i razem poszliśmy do ogrodu.
Akcja się rozwiiiiiijaaaa.... :D. Miałam już w ten weekend nic nie dodawać, ale nie wiedziałam czym mam się zająć przed snem, więc jednak przepisałam fanficsa z zeszytu. Powiem od razu, że to tylko tak jednorazowo dodaję aż 3 części w jeden weekend. Następnymi razami raczej już tak nie będzie, a więc się nie przezwyczajajcie. Wkrótcę zacznę dodawać też opowiadania z innymi osobami, ale to niedługo. Lecę spać. Dobranoc :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz